Polanica-Zdrój bez wątpienia należy do najsłynniejszych kurortów o profilu turystyczno-leczniczym w całej Polsce. I na swój status w pełni zasługuje, w największej mierze dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu naturalnych bogactw. Historia uzdrowiska sięga daleko w przeszłość - wszystko zaczyna się od średniowiecznych podań.

Otóż dawno dawno temu, stary pasterz owiec zaganiał stado do zagrody. Już, już kładł się spać gdy od strony mokradeł dobiegło go pełne przerażenia beczenie. Mimo, iż o wrzosowisku miejscowi opowiadali dziwne rzeczy, to pastuch nie mógł zostawić owieczki na niechybną śmierć. Na brzegu zdjął ubranie, wszedł w trzęsawisko i zaczął z mozołem brnąć przez błoto. Uratował owieczkę przed utonięciem, lecz przypłacił to ogromnym wysiłkiem. Zanim umęczony do granic ułożył się do snu, zdążył tylko napić się wody z pobliskiego źródełka. Nawet nie miał siły, by zmyć z siebie szlam. Pasterz zasypiał z myślą, że jeszcze długo nie podniesie się z łóżka. Jednak obudził się nie tylko w pełni sprawny, ale też pełen energii niczym młodzieniaszek. Zniknęły nawet codzienne bóle, na które nie potrafili nic poradzić ani lekarze, ani znachorzy. Od tamtej pory wiekowy pasterz codziennie zażywał kąpieli w trzęsawisku i do końca długiego jeszcze życia pił wodę prosto ze źródła.

To wprawdzie barwna, ale tylko legenda - musi w niej jednak tkwić ziarno prawdy, gdyż oryginalna, niemiecka nazwa Polanicy to “Altheide”, co należy przetłumaczyć jako “Stare Wrzosowisko” bądź “Stara Polana”. Teraz pora na twarde fakty.

O korzystnym wpływie polanickich wód mineralnych pisał w XVI stuleciu niejaki Aelirius. Kronikarz rodem z Kłodzka chwalił nie tylko ich pozytywne właściwości, ale też świetny smak. Polanickie źródła zyskały sporą sławę jako wody stołowe, zamawiali je możni i wpływowi arystokraci z odległych miast, by zadbać o zadowolenie gości na hucznych biesiadach czy wielkich weseliskach. W 1595r. “Altheide” przeszło na własność zakonu jezuitów. Mnisi nie tylko roztoczyli pieczę nad duszami mieszkańców, ale też przystąpili do poważnej eksploatacji zdrojów.

Na dalszy rozwój trzeba było czekać ponad 200 lat. W 1828 r. miasto znalazło się we włościach niejakiego Józefa Gromlsa. Przedsiębiorczy kupiec z miejsca zarządził budowę łazienek kąpielowych oraz niewielkiej pijalni. W tamtym czasie zagospodarowano dwa z pięciu znanych źródeł. Kolejny krok milowy udało się wykonać dzięki Wenzlowi Hoffmanowi - wrocławskiemu przedsiębiorcy, który w 1873 r. kupił całą uzdrowiskową infrastrukturę. Zlecił również przeprowadzenie zakrojonych na szeroką skalę badań naukowych. Wyniki okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku znanych i cenionych wód w Dusznikach-Zdroju. Liczba kuracjuszy zaczęła znacząco wzrastać.

Prawdziwa eksplozja zainteresowania Polanicą przypada na pierwsze lata XX wieku. Odwierty wykonane 1903 i 1904 roku na polecenie barona Wolfganga von der Goltza pozwoliły odkryć najwydajniejsze źródło w Altheide-Bad - Wielką Pieniawę. Nawet związany z tymi pracami zanik większości starych zdrojów nie okazał się dotkliwy. Kolejnym przełomem okazały się działania kolejnego właściciela: spółki kierowanej przez Georga Haasego. Przede wszystkim - znakomita reklama uzdrowiska. Skuszeni goście (i ich pieniądze) napływali szerokim strumieniem, co nieuchronnie wiązało się z gwałtowną rozbudową.

I wtedy właściwie poszło już z górki. Jak grzyby po deszczu powstawały eleganckie pensjonaty i sanatoria, zbudowano nowy kościół oraz dom zdrojowy z pijalnią wód mineralnych, polanicki park zaczął się rozrastać i nabierać wytwornego charakteru… Nie należy zapominać o coraz bogatszej ofercie kulturalnej.

Działania zbrojne obu wojen światowych szczęśliwie ominęły Polanicę, dzięki czemu miejscowości udało się zachować większość z atmosfery tych minionych, złotych lat. I to pomimo długotrwałych zaniedbań, z których dolnośląskie uzdrowisko systematycznie się podnosi, odzyskując dawny blask.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij