Na wysokości wsi Zielone Ludowe oraz Ludowe - mniej więcej w połowie drogi między Polanicą a Kudową na krajowej ósemce - stoi sobie krąglutkie, zalesione wzgórze. To Gomoła, wznosząca się na 733 m n.p.m. Niby nic niezwykłego, zwłaszcza w górzystym terenie Ziemi Kłodzkiej. To jednak mylne pozory. Wśród drzew kryją się bowiem romantyczne ruiny. Zbyt liche by stanowić zabytek czy poważną, biletowaną atrakcję turystyczną. Jednocześnie zbyt nastrojowe by przechodzić obok nich obojętnie.

Są to doczesne pozostałości Zamku Homole - twierdzy wzniesionej w pobliżu kluczowego odcinka bursztynowego szlaku. We wczesnym średniowieczu stał tutaj drewniany gródek, a w XIII stuleciu zbudowano kamienne umocnienia. Centralny punkt stanowił 30-metrowy, cylindryczny stołp. Grube mury wytyczały dziedziniec, nieregularnym kształtem zbliżony do prostokąta o wymiarach 45×18 metrów.

Jak wiele podobnych zameczków w regionie, Homole przez jakiś czas było stolicą mikropaństewka. Panowali w nim von Pannwitzowie - najdalej do 1428 roku, kiedy to księstewko padło łupem husytów. Potem twierdza wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk (za sprawą złota bądź mieczy), aż na przełomie XV i XVI stulecia zamek nabył Hildebrand von Kauffung. Homole miało być zalążkiem kolejnej niezależnej państwowości, jednak szlachetny (zapewne) ród szybko zmienił się w zapijaczoną zgraję rabusiów i morderców. Cierpliwość sąsiadów szybko się wyczerpała: w 1534 roku wojska cesarstwa niemieckiego bez większych trudności zdobyły Homole. Jego władcę oddano w ręce wiedeńskiego kata, a sam zamek bardzo szybko opustoszał. Ostatni lokatorzy wynieśli się stąd w 1560 r., a zamek powoli, acz nieuchronnie zaczął obracać się w niwecz.

Takie ruiny aż proszą się, by tworzyć o nich różne niestworzone historie. Jedna z najbardziej interesujących opowiada o przewrotnym losie niewiernej żony. Dawno, dawno temu wiekowy pan Homola poślubił młodą i piękną damę. Któregoś dnia na zamek przybył z dalekich stron nieznajomy, urodziwy rycerzyk. Bardzo szybko przypadli sobie do gustu księżną, lecz pani nie chciała porzucać wystawnego życia dla biednego ukochanego.

Nieświadomy sytuacji władca zaprosił któregoś dnia rycerza na polowanie. Po udanych łowach długo biesiadowali, aż księcia zmógł sen. Wtedy gwałtowny podmuch wiatru zdmuchnął wszystkie świece i strącił ze ściany pięknie zdobiony nóż. Zanim upadł na ziemię, pani i rycerz jednocześnie chwycili rękojeść. Wystarczyło jedno spojrzenie kochanków, by przesądził się los władcy Homola. Życia pozbawiła go jego własna żona.

Wdowa bardzo szybko poślubiła swojego rycerza, lecz ich szczęście nie trwało długo. Dręczyły ich wyrzuty sumienia, których nie były w stanie zagłuszyć coraz wystawniejsze uczty. Jakby tego było mało, młody chłopak szybko zatęsknił za wolnością i brakiem odpowiedzialności. Za nic nie chciał przy tym porzucać hulaszczego trybu życia, które zapewniało mu bogactwo wybranki. Którejś nocy rycerz zabrał ten sam zdobiony nóż, którym zamordowano starego władcę i wbił go prosto w serce homolskiej księżnej. Nowy pan prędko stoczył się na samo dno, a duch pięknej pani zaczął nawiedzać zamek. Widywano ją dwa razy do roku, zawsze w rocznice morderstw, których była sprawczynią i ofiarą.

Jak to zwykle w takich historiach bywa - był sposób, by zdjąć klątwę z dawnej władczyni i zdobyć jednocześnie nieprzebrane skarby. Taka okazja trafiała się tylko raz na 100 lat, przez siedem kolejnych dni. Wtedy księżna objawiała się nie jako przepiękny duch, lecz paskudna żmija z pękiem kluczy w pysku. Zabicie węża było równoznaczne z uwolnieniem duszy pani Homola, nagrodą było otwarcie podziemi wypełnionych po brzegi złotem i drogocennymi klejnotami. Pierwszy szczęściarz, głodny drwal, stchórzył na sam widok żmii. Kolejny śmiałek wypełnił jednak zadanie, co zapewniło mu dostatek do ostatnich dni.

Żeby było ciekawiej, nie zdołał wynieść nawet dziesiątej części homolskiego skarbu. Kiedy otworzył drzwi zdobycznym kluczem, zabrał tylko tyle co zmieścił do kieszeni, niewielkiego worka i kapelusza. Obiecując sobie powrócić na zamek z kilkoma wozami, zgubił gdzieś zaczarowany klucz, a bez niego nie mógł drugi raz odnaleźć skarbca.

Dla rozpalonych wizją nieprzebranego bogactwa istnieje jeszcze nadzieja. Wystarczy tylko znaleźć w okolicznych lasach sztylet - ten sam, który dwukrotnie posłużył do skrytobójstwa. Jak go poznać? Kiedy już znajdzie się w czyimś ręku, zamieni się w klucz do zamkowego skarbca.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij